Znowu cię czuję w zapachu lata;
w letnim deszczu na swoich skroniach.
W róży czerwonej, chociaż ma ciernie.
W tych do modlitwy splecionych dłoniach…
W Boga oddechu, czasem ciężkim:
zmęczonym nadmiarem próśb i przyrzeczeń.
Znowu Go proszę o najcenniejsze.
Znowu Go proszę, dla ciebie…
Nie bądźmy sobie obojętni,
nie bądźmy jak ten tłum,
co świat przez chwilę w dłoniach trzyma
po to, by zaraz znów
zgubić gdzieś to, co ważne:
ciepły, letni deszcz,
poezję, wino czerwone,
zieleń łąk i sens.
Kocham cię w słońcu, co świt maluje;
ja jestem słońcem w pejzażu świata.
Tą perłą czasami zagubioną,
której wciąż szukasz pośrodku lata.
Jesteś w spojrzeniu pełnym prawdy
i w tym drżeniu serca, gdy milknie przestrzeń
pomiędzy nami – więcej nie trzeba,
kiedy mam ciebie. Gdy jesteś.
Nie bądźmy sobie obojętni,
nie bądźmy jak ten tłum,
co świat przez chwilę w dłoniach trzyma
po to, by zaraz znów
zagubić to, co ważne:
dotyk, bliskość, czas,
błysk w oku, chabry i maki.
Znajdź w nich dzisiaj nas.
Nie bądźmy sobie obojętni,
nie bądźmy jak ten tłum,
co świat przez chwilę w dłoniach trzyma
po to, by zaraz znów
zgubić gdzieś to, co ważne:
ciepły, letni deszcz,
poezję, wino czerwone,
zieleń łąk i sens.